Aktualności

Muzyka zwierciadłem (oscarowej) duszy
02.03.2016

Trudno wyobrazić sobie „Casablankę” (1942) bez piosenki „As Time Goes By” albo „Gladiatora” (2000) bez ścieżki dźwiękowej Hansa Zimmera. Miłość do muzyki filmowej jest powszechna, jednak przyznająca Oscary Akademia zdaje się mieć nieco inne zdanie.

Muzyka zwierciadłem (oscarowej) duszy

 

Tegoroczny oscarowy prowadzący, Chris Rock, nie śpiewał ani nie tańczył – jak to mieli w zwyczaju inni mistrzowie ceremonii w rodzaju Billy'ego Cristala, Neila Patricka Harrisa czy Hugh Jackmana. Rock wolał skupić się na poważnych tematach obyczajowych i politycznych związanych z kwestią dyskryminacji osób odmiennych rasowo. Jednak mimo to, muzyka jak zwykle miała swój udział w ceremonii. Podczas jej trwania zaprezentowano trzy z nominowanych w kategorii „najlepsza piosenka” utworów. Jednym z nich było (oceniane znacznie lepiej od samego filmu) „Earned It” z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Piosence nie pomogły jednak powieszane na taśmach modelki – od początku nie liczyła się w oscarowym wyścigu.

 

Na zwycięzcę w tej kategorii typowano najczęściej utwór „Til It Happens To You” z filmu dokumentalnego „The Hunting Ground” śpiewany przez Lady Gagę. Piosenka, oprócz znakomitego wykonania odznaczała się również powagą tematu (opowiadała o molestowaniu studentek na amerykańskich uniwersytetach). Ubrana w białą sukienkę piosenkarka, siedząca przy fortepianie przejmująco relacjonowała historie pokrzywdzonych kobiet, które w finale weszły na scenę pokazując swoją niezłomność za pośrednictwem haseł wypisanych na przedramionach. Można oczywiście oskarżać występ Gagi o banalizowanie problemu i traktowanie go w sposób nadmiernie emocjonalny, jednak nie da się zaprzeczyć, że jej show poruszyło zarówno zgromadzoną w Dolby Theatre publiczność, jak i widzów przed telewizorami. Lady Gaga zrobiła też coś więcej – pokazała, że z czołowej ekscentryczki amerykańskiej sceny muzycznej przeobraziła się w prawdziwą diwę, nieustępującą głosem i stylem żadnej wielkiej gwieździe.

 

Jednak to nie ona zdobyła uznanie członków Amerykańskiej Akademii, lecz autor hitu „Stay With Me” Sam Smith. Jego „Writing's On The Wall” będące muzyczną ilustracją najnowszej odsłony przygód legendarnego agenta 007, było od chwili swojej premiery nieustannie krytykowane, a niektórzy nazywali je wprost „najgorszą bondowską piosenką w historii”. Smith rzeczywiście stanął przed niełatwym zadaniem – musiał bowiem dorównać poziomem znakomitemu utworowi Adele „Skyfall”. Wszystko (oprócz Oscara) wskazuje na to, że nie udało mu się tego osiągnąć. Już sam oscarowy występ wokalisty budzi poważne zastrzeżenia – zarówno jego głos, jak i sama delikatna piosenka zupełnie nie pasują do wielkiej, pełnej przepychu sceny.

 

W drugiej ze „śpiewających” oscarowych kategorii („Najlepsza muzyka oryginalna”) zabrakło co prawda zeszłorocznego triumfatora, Aleksandre'a Desplata, laureata nagrody za „Grand Budapest Hotel” (2014), jednak werdykt był dla wszystkich jasny już od momentu ogłoszenia nominacji. Zwycięzcą nie została ani klasyczna ścieżka dźwiękowa Thomasa Newmana z „Mostu szpiegów”, delikatna muzyka Cartera Burwella z „Carol”, eksperymentalne utwory Jóhanna Jóhannssona z „Sicario” ani nawet legendarne motywy Johna Williamsa z najnowszych „Gwiezdnych Wojen”. Zgodnie z przewidywaniami złotą statuetkę otrzymał niekwestionowany mistrz muzyki filmowej, autor słynnych motywów z „Dawno temu w Ameryce” (1984), „Misji” (1986) i „Cinema Paradiso” (1988), Ennio Morricone. Ku zaskoczeniu wszystkich jest to jego pierwszy prawdziwy Oscar – dotychczas zdobył jedynie 5 nominacji, a w 2007 roku został uhonorowany honorową nagrodą Akademii.

 

Nagroda dla Morricone, przypominającego o starych, dobrych czasach kina wiele mówi o samej Akademii, hołdującej nostalgii i tęskniącej za dawnymi mistrzami. Coraz częściej zdarza się, że jej członkowie wyróżniają twórców przez wiele lat pomijanych, jakby chcieli naprawić dawne błędy i wynagrodzić im swoją dotychczasową ignorancję. Jak w takim razie ocenić nagrodę dla Sama Smitha? Tu również można odwołać się do wszechobecnej w Akademii niechęci do innowacji i eksperymentów. Zamiast nagradzać znaną skandalistkę śpiewającą na niewygodny temat woleli obdarować Oscarem znajomą konwencję, odwołującą się do jednego z najbardziej klasycznych bohaterów kina. Jednak fakt, że wykonawca „Writing on the Wall” jest zdeklarowanym homoseksualistą pokazuje nam coś jeszcze – Akademia musi otworzyć się na zmiany, bo chcąc nie chcąc, one samoczynnie stają się jej udziałem.

 

Kaja Łuczyńska



Komentarze

Aby dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować.

Kontakt | O nas | Regulamin | FAQ
© Copyright 2012 BiK, created by HOQS

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie plików cookies, prosimy opuść stronę lub zablokuj takie pliki w ustawieniach swojej przeglądarki.